poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Kostuchna i genealogia

Na samym początku istnienia tego bloga napisałam, że posiadam kroniki i skoroszyty Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" w Kostuchnie.

Dla zainteresowanych poszukiwaniem przodków  mogę udostępnić imiona i nazwiska jakie pojawiają się w deklaracjach członkowskich a dalej informacje na temat poszczególnych osób na potrzeby genealogiczne.

Kroniki są interesujące z punktu widzenia językoznawczego, są bowiem pisane dość nieudolnie w języku polskim z dużą ilością śląskich wtrąceń.

W samych aktach towarzystwa pojawiają się zarówno mieszkańcy samej Kostuchny, ale także Tychów.

poniedziałek, 16 marca 2015

Wskrzeszenie

Dwa lata nie pisałam na "Za staryj..." - tyle się zmieniło.

Obserwuję ewolucję mojego bloga i cieszę się, że podjęłam się nieco "profesjonalniejszego" badania dziejów Śląska. Niestety zdaję sobie sprawę, że aspekty w których rozpatruję tę tematykę nie są kontrowersyjne ani nadmiernie spektakularne, dotyczą raczej rzadko podejmowanych kwestii językoznawczych, kulturowych, najchętniej także w zakresie lokalnym. Taka "mała historia" wydaje mi się najwspanialsza. Moi znajomi historycy, a także moi mentorzy, często deprecjonują jej rolę na rzecz Napoleona, królów wszelakich, rewolucji i wojen w wielkich ośrodkach. Wielokrotnie spotykałam się z sympatycznym, lecz jednak, naigrywaniem się z dziejów Katowic przed nadaniem im praw miejskich - o ileż dla mnie ciekawszych, bo trudniejszych do badania!

Napisałam kiedyś krótki post o Kazimierzu Popiołku.  No i proszę! Rozpoczynam badania, związane z tą postacią. Zgodziłam się wbrew własnym poglądom, gdyż dążę do ideału "historyka", sceptycznego i obiektywnego. Sądzę, że osiągnięcie tego ideału jest niemożliwe, podobnie jak jakiegokolwiek innego, warto jednak się do niego chociaż trochę zbliżyć. Stanem mych badań nie mogę się na razie podzielić, ale chętnie będę przedstawiać stare dokumenty z jakimi miewam do czynienia.

Teraz myślę sobie, a może by z okazji 150-lecia Katowic napisać coś o tym mieście...?
To dobry pomysł! Obiecuję zaskoczyć was i opowiedzieć o tym czego nie wie większość jego mieszkańców!




 


niedziela, 2 czerwca 2013

Chrzest Śląska. Refleksje.

Kochani moi, mało piszę na blogu, ale poza blogiem całkiem sporo. Od czasu do czasu pojawia się jakiś temat, który mnie zainteresuje i wtedy drążę go. Napisałam artykuł historyczny do Nowej Gazety Śląskiej (numeru czerwcowego), w którym pojawia się jeden z władców okresu tzw. "rozbicia dzielnicowego", książę raciborsko-opolski (z tego co pamiętam właśnie z taką tytulaturą). Ci, którzy się domyślają, ci będą wiedzieć ;). Nie wiem na ile wolno mi zapowiadać zawartość numeru, który wyjdzie dzień po napisaniu tego posta. Tak czy siak... Zachęcam do przeczytania! Czasem zdarza mi się nawet czytać artykuły historyczne moich kolegów/koleżanek z redakcji i tak mi się na przykład napatoczył temat. Temat ciężki.

Chrzest Śląska.


Podobnie jak praktycznie każdy temat dotyczący słowiańskiej części Europy w wiekach IX-XII -strasznie mało źródeł i bardzo dużo hipotez. Dla tych, którzy nie wiedzą - istnieje prawdopodobieństwo, że Śląsk został ochrzczony wraz Wielkimi Morawami, czyli przed chrztem tzw. "Polski". Pod tekstem mojego kolegi znalazł się następujący komentarz, którego konkluzja jest taka, że Śląska wtedy nie było i że w porównaniu do chrztu Śląska - chrzest "Polski" w 966r. jest FAKTEM historycznym.

Z całym szacunkiem muszę te dwie sprawy zdementować. Śląska nie było tak samo jak Polski, jeśli mamy się trzymać historii nazewnictwa. W momencie gdy tzw. "Polska" była chrzczona nie wyglądała nawet w połowie tak jak dziś, była właściwie 1/4 tego co dziś, a jej kolebką była Wielkopolska, w czasach chrztu nie sięgała ani Śląska, ani Małopolski. Nawet jeśli Mieszko był zapisywany jako książę Polan to słowo Polska pojawia się jako nazwa państwa znacznie później, niewątpliwie po tym słynnym roku 966. Fakty historyczne w przypadku tamtych czasów, jak już wspomniałam, to towar deficytowy. Kochani, to, że na Wikipedii jest coś napisane, nie oznacza, że jest to stanowisko uczonych, nawet jakichkolwiek, a jedynie teza autora danego wpisu oparta albo na własnych wnioskach/wiedzy albo na jednym góra dwóch artykułach, których wartość merytoryczna również może pozostawiać wiele do życzenia. Muszę to podkreślić, bo polemizując z historykiem, komentatorzy (nie wiedząc, że mają z nim do czynienia) powołują się na wiedzę z Wikipedii... bez urazy, ale to wstyd. Ja, jako, że z historią przygodę rozpoczynam, prezentuję jedynie obraz współczesnej koncepcji na poziomie uniwersyteckim. Nie uświadomionych informuję, że w podręcznikach historycznych do podstawówki czy liceum sporo jest błędów i teorii sprzed wojny, obalonych w latach późniejszych. Dobrze, skoro już wyłożyłam jaki jest problem faktu historycznego to teraz powiem w czym rzecz. Jeśli chodzi o źródła, bez których w historii ani rusz to jedynym faktem historycznym w kwestii chrztu "Polski" jest to, że był. Nic ponadto. Tutaj rysują się zasadnicze koncepcje na to, kto, gdzie, jak i kiedy chrzcił - miejsc chrztu w hipotezach jest chyba nawet z pięć, z tego co pamiętam i na każde z tych miejsc są jakieś źródła czy dowody. Data 966r. nie jest datą pewną w 100%, gdyż została przez historyków wytypowana metodą eliminacji. Od tak, najprawdopodobniejszą. Łatwo polemizującym powoływać się na fakty, ale bardzo mi przykro. Takowych szukać ze świecą. Co prawda, to prawda, dowodów na wcześniejszy chrzest Śląska jest równie mało, jak nie mniej i są one nieco innej natury (przykładowo ślady archeologiczne w postaci budowli sakralnych z czasów, kiedy "Śląsk" nie należał do "Polski", hipoteza, że Cyryl i Metody prawdopodobnie odwiedzili te ziemie itd.), ale chyba chodzi nie o to by się spierać, ale by poszukiwać wiedzy na dany temat?

W ogóle irracjonalny wydaje mi się spór, czy oburzenie dotyczące chrztu Śląska. To chyba dobrze, czy nie, że się ochrzciliśmy? To jakieś zawody są? Kto pierwszy ten lepszy? Nie wydaje mi się. To dziecinada. Może wcześniej, może później. Jeśli wcześniej to dlaczego, jeśli później to dlaczego - nad tym powinniśmy się zastanawiać, a nie opierać na wiedzy z podręcznika pisanego pod dyktando władz i to w ustroju komunistycznym, tylko wznowionego po latach. Wstyd, wstyd, wstyd mieć takie podręczniki w cywilizowanym kraju! Zasada nie znam się, to się wypowiem, bo coś przeczytałem na Wikipedii nie należy do najbardziej słusznych... Sięgajmy wyżej, po książki, z górnej półki - nie róbmy z siebie baranów.

sobota, 20 kwietnia 2013

Jak czytać słowiańskie wyrazy w łacińskich tekstach

Pewien czytelnik poruszył bardzo ciekawy problem w komentarzu do jednego z moich wpisów. Jak to jest, że historycy czytają polskie znaki (najczęściej w nazwach lub imionach) pisane po łacinie?

No właśnie. Tutaj muszę zasmucić wszystkich zwolenników konkretów. Otóż są to teorie- teorie, koncepcje. Posłużę się przykładem jak w literaturze średniowiecznej po łacinie pisana jest nazwa plemienia Ślężanie:
- Zlasane
- Cilensi
- Silensi
- Sleenzane

Czy wogóle wiadomo na 100%, że to plemię zamieszkiwało teren Śląska i było tym samym plemieniem z którego powstali Ślązacy? Czy to oznacza, że plemiona zapisywane jako Zlasane, Cilensi i Silensi na prawdę nazywały się ŚLĘŻANIE? Nie wiadomo.Męczy również ciągłe w etymologii szukanie genezy nazw w słowach związanych z mokrymi, bagnistymi terenami naszego kraju. Czy aby na pewno 'ślągwa'?

Co więcej, sporo problemów nastręcza chociażby banalne imię Mieszko! Pierwszy władca Polski występuje w plejadzie form w zapisach łacińskich- Mizuka, Misaka, Mesco, Meżka, Mesek. W kwestii jego imienia występują trzy zasadnicze koncepcje- Mieszko, Mieszka i Mieszek. A co ciekawe żadna z nich nie jest irracjonalna- najmniej ugruntowana na podłożu językoznawczym wydaje się być forma "Mieszko". Występuje wprawdzie najczęściej, ale znawcy tematu wiedzą, że może to być latynizacja. Po łacinie imiona Mieszek, Bolek, Leszek zapisywało się "Mieszko", "Bolko", "Leszko" - taki zabieg nazywany jest właśnie latynizacją. Niemożliwa na pozór forma "Mieszka" również ma sporo argumentów przemawiających za jej słusznością. Jeden z ostatnich noszących to imię Piastów, książę cieszyński, w dokumentach wystawionych przez własnego syna występuje właśnie pod imieniem Mieszka. Prawdą jest również, że poza Dalimilem, żyjącym w czasach Mieszki cieszyńskiego i który znał go osobiście, kronikarze mogli nie znać poprawnej formy tego imienia.

Informacje, że (zapisani w dokumentach łacińskich) Prissani to Pyrzyczanie a Velunzani to Wolininie, nie mówiąc już o  Dadosesani to Dziadoszanie wzbudza pewne wątpliwości. Czy w ogóle można nazywać dzisiejszym językiem dawne ludy? Czy rzeczywiście takie były słowiańskie brzemienie tych słów? Niestety nie wiadomo.

Językoznawcy oczywiście obserwują przemiany ale także zachowane w tradycji po dziś dzień nazwy miejsc, ale czy rzeczywiście ktokolwiek w Polsce pamiętał choćby na przełomie XVIII i XIX wieku nazwy plemion, które tutaj żyły? Raczej nie, wiedzę tą czerpano wyłącznie ze źródeł pisanych, dodajmy najczęściej łacińskich i interpretowano po swojemu. A jak się jakaś interpretacja pokrywała z odkryciami archeologicznymi to od razu z Golensizi robi się Golęszyców. Gorzej, gdy archeologia nie pokrywa się z interpretacjami, a pomimo to Lendizi stają się Lędzianami czy Glopeani Goplanami.

Jeśli chodzi o średniowiecze to temat jest tak grząski i niepewny, że praktycznie brodzimy w przypuszczeniach. Zwolennicy konkretów sami dopisują fakty do historii i potem dzieci i młodzież uczą się tego w szkołach. Ze źródeł wiemy, że BYŁ CHRZEST POLSKI. Ale kiedy i gdzie? Nie wiadomo. Ważne, by w zgłębianiu historii nie dać się ponieść wyobraźni... szukać nowych źródeł i rozwiązań.

piątek, 1 lutego 2013

W słowach ślad pozostał

W poprzednim poście prezentowałam wstęp do rozważań na temat powiązania między bóstwem ludu bliskowschodniego (zwanego Hetytami) Pirwa a słowem "pierwszy" oraz gdybałam na temat powiązań tegoż boga ze słowiańskim Perunem. "Słownik mitologii ludów indoeuropejskich" Kempińskiego potwierdza moją tezę, wzbogaca ją o postać indoirańskiego bożka imieniem Piran i daje wyobrażenie iż Perun był bóstwem praindoeuropejskim, czyli m.in. z czasów przed tym, jak Słowianie przybyli na nasze ziemie. W krajach takich jak dzisiejsza Turcja czy Iran bogowie burzy, o różnych imionach i związani z różnymi mitami byli najważniejszymi bogami lokalnych panteonów. Dlaczego? Ponieważ klimat sprzyjał suszom, co uniemożliwiało uprawy. Zwróciłam więc uwagę na fakt, że Perun dla Słowian był bogiem bardzo ważnym co dziwi w kontekście klimatu poglacjalnego jaki panował na ziemiach niemal całej Europy środkowej/wschodniej/północnej. Na terenach Polski były gęste lasy, mokradła, sporo jezior- dlaczego więc bóg burzy był taki ważny? Według mnie wynikało to z tradycji, bóstwo to musiało być wyznawane w czasach gdy lud zamieszkiwał obszary inne pod względem klimatycznym, co mogłoby potwierdzać dodatkowo powiązanie Peruna z Pirwą czy Piranem.
Kochani Ślązacy, teraz przejdę do tematu, który może Was zainteresować. Czy ktoś z Was zastanawiał się kiedykolwiek nad tym, że klnąc po śląsku "pierunie", "pieronie" wymawia imię bóstwa słowiańskiego, które jest reliktem przeszłości sprzed tysięcy lat? To dopiero! W naszym języku się to zachowało i nie mam wiedzy czy w jakimkolwiek innym również. W języku polskim tego nie ma, ale jak z czeskim, rosyjskim? Jeśli ktoś wie, chętnie wysłucham :).


czwartek, 31 stycznia 2013

Pirwa - zagadka do rozwiązania

Dzisiaj wyjątkowo poruszymy temat niekoniecznie Śląski. 


Tak ponoć wyglądał Pirwa ;)
Wszystko zaczęło się od boga "Pirwa" w hetyckiej mitologii na którego natknęłam się wczoraj, w trakcie czytania książki "Magia i wróżbiarstwo u Hetytów" Macieja Popko (Hetyci to lud indoeuropejski zamieszkujący niegdyś tereny dzisiejszej Turcji, który swego czasu był wielką potęgą na miarę Mezopotamii- w sporym uproszczeniu). Skojarzenia miałam wiadome, a jeszcze będąc na świeżo po napisaniu tekstu na bloga, gdzie pojawił się wątek indoeuropejski zastanowiło mnie czy aby ten "Pirwa" powiązany jest jakoś z naszym określeniem "pierwszy", czy też "dawniej". Pierwszym tropem, który potwierdził moje przypuszczenia stała się informacja, że Pirwa był bogiem z panteonu luwijskiego (lud indoeuropejski żyjący w Anatolii, zasymilowany z Hetytami). Specjalizował się on w koniach i był patronem władców. Znalazłam również u Słowian bóstwo imieniem Prowe, w różnych formach odmieniane, co nasunęło mi skojarzenia z Pirwą. Zastanawiało mnie szczególnie to, w jakim stopniu wszelkie słowa gdzie pojawiają się po sobie spółgłoski "prw" mają związek z pierwszeństwem danego bóstwa, czy jego dawnością (istnieje takie słowo?). Zabrałam się więc do zadania, na postawie którego powstał w mej głowie jakiś prymitywny schemat. Muszę nadmienić, że w tzw. międzyczasie skonsultowałam się z pewnym badaczem Słowian, który nota bene jest członkiem mojej rodziny i ten, zwrócił mi uwagę na to, że u Irańczyków Gwiazdozbiór Plejad nazywał się PRWI i był pierwszym gwiazdozbiorem sogdyjskich i chorezmijskich stacji księżycowych. To poruszyło mój umysł, stwierdziłam, że przydałoby się upewnić czy tak, jak w przypadku liczebników głównych (czyli zwyczajnych liczb) podobieństwo między językami indoeuropejskimi występuje także w przypadku słowa "pierwszy". Oto efekt.
 
praindoeuropejski   prhmo, prhwo 

ukraiński*: pierszyj
rumuński: in primul rand
macedoński: prwa
chorwacki: prvi
czeski: prvni
angielski: prime
francuski: prime
grecki: prota
włoski: prima
łaciński: primus
łotewski: pirmais
litewski: pirmas
albański: i parë
urdu*: phly
bengalski*: prathama
hindi*: pahle
serbski: prvo
słowacki: prvy
portugalski: primeiro
rosyjski*: pierwyj

„Dawniej” podobne do „pierwszy” (być może związane z tym słowem)

grecki: proigumenos
słoweński: prej
hindi*: pahle
bengalski*: ita: pürbe (fonetycznie bardzo zbliżone do „pirwe”)
polski: najpierw, pierwej
 
* języki z gwiazdką to języki, które musiałam poddać transkrypcji (inny alfabet) 

Chcę dodać, że tutaj słówka są wyjątkowo podobne do siebie, kiedy na zajęciach profesor prezentował nam inne przykłady podobieństw, podobieństwa te były nie przekonujące, wręcz daleko idące. Wynika to z tego, że cały wic polega na warstwie fonetycznej. Wyrazy, które na pierwszy rzut oka wydają się zupełnie różne być może jeszcze tysiąc lat temu (nie mówiąc już o dawniejszych czasach) prawdopodobnie były bardziej zbliżone brzmieniowo, ale pod wpływem kontaktów z ludami nieindoeuropejskimi, czy z wygody wymawiających uległy deformacji. Takie zmiany językowe obserwujemy do dziś, więc można przyjąć, że prymitywny język oparty na wydawaniu odgłosów przypominających chrząkanie musiał się "zmiękczyć". Najbardziej zainteresowało mnie to podobieństwo fonetycznej "pierwej" do bengalskiego stranskryptowanego "pürbe". Zawierzając programowi do transkrypcji należy to czytać z umlałtem. Spróbujcie sami! Brzmi podobnie

Wniosek mi się też nasunął że idąc od Polski po półwysep bałkański i dalej w kierunku na Wschód wersja wydaje się znacznie bliższa zrekonstruowanemu praindoeuropejskiemu słowu. Można powiedzieć śmiało, że barbarzyńskość brzmienia tych języków rzuca się na uszy. Podczas gdy idąc od nas na Zachód następuje pewne załagodzenie. 

Zapewne ktoś to już badał takie podobieństwa pomiędzy słowem "pierwszy". Na chwilę obecną cel mam jeden: dociec jak "pierwszy" jest po luwijsku. Jeszcze tego nie znalazłam. Od tego właściwie zależy na ile Pirwa ma związek z tym słowem. Drugim ważnym zagadnieniem do rozstrzygnięcia jest czy Pirwa i Prowe byli pierwotnie tym samym bóstwem, które zostało przez lata zmodyfikowane.

Dowiem się i napiszę niezwłocznie :).  

środa, 30 stycznia 2013

Tożsamość, narodowość i inne wątpliwe sprawy

Pseudonaukowe gdybanie o pochodzeniu Ślązaków. 

Dla historyków specjalizujących się w czasach najbardziej zamierzchłych, oraz dla antropologów, czy zwykłych genealogów (nawet amatorów) sprawa pochodzenia jest sprawą płynną jak rzeka. Jedynym pewnikiem wydaje się indywidualne zdanie jednostki, czyli tożsamość, niekiedy uwarunkowana kilkoma pokoleniami przodków.
W temacie narodowości, szczególnie wśród nacjonalistów zwraca się szczególną uwagę na "czystość rasową" itp. co wyjątkowo mnie bawi. Myślę sobie wtedy, że do ludów indoeuropejskich do których zaliczają się tak Słowianie, zaliczają się także Hindusi (z językiem hindi). Jesteśmy czyści rasowo czy nie? Pytanie mi się nasuwa, czy Ślązak należy do grupy Słowian, czy Germanów?
 Co ja o tym myślę? Myślę, że Ślązacy to Słowianie, bardzo blisko im do Czechów (kultura dochodziła do nas z Pragi), jak już wszyscy wiemy zasymilowani z ludami germańskimi, przemieszali się. Według mnie, świadczy o tym fakt, że w czasach, kiedy Śląsk był polski, języki słowiańskie poszczególnych (dzisiejszych) narodów były niezwykle do siebie podobne i praktycznie nie do rozróżnienia. Śląsk od IX wieku n.e. leżał na terenie Wielkiego Państwa Morawskiego. Następnie, znalazł się (nie całkowicie) na terenach Polskich, na jakieś trzysta lat, a następnie znów na terenie Czech. Jako, że organizacja państwowa była w owych czasach uboga, nikt nie nakazywał prostym ludziom na wsiach mówić nowym językiem, dlatego przypuszczalnie nie wiele się w tej kwestii zmieniło. Książęta na terenie Śląska jeszcze w XVI wieku posługiwali się w celach urzędowych czeskim (albo może językiem na pograniczy polskiego i czeskiego?). Niby pierwsze zdanie zapisane po polsku, a wypowiedział je Czech, w dodatku zapisał germański kapłan piszący na co dzień po łacinie. Jedno jest pewne- ma ono cechy co najmniej kilku języków.
Czy aby na pewno najpopularniejsza interpretacja jest słuszna? Widzimy "day ut ia pobrusa a ti poziwai".
Dr Artur Czesak podczas spotkania w Muzeum Śląskim w ramach "Rozmowy o śląskiej mowie" zwrócił uwagę na tą formę "ia pobrusa" - jak po śląsku "jo widza", "jo słysza", chodzi o końcówkę "a" w pierwszej formie liczby pojedynczej czasownika. Oczywiście zdementował jakoby było to zupełnie śląskie zdanie. Równie dobrze może być polskie, śląskie jak i czeskie.
Zarzućmy dalsze rozważania na temat tego "pierwszego polskiego zdania zapisanego". W XVIII wieku, w pruskich wsiach pod Opolem ludzie posługiwali się językiem słowiańskim i posiadali słowiańskie nazwiska, podobnie w praktycznie wszystkich wsiach na Śląsku, bez względu na terenie jakiego państwa się znajdowały. Z tego oczywiście wynika fakt, że podczas plebiscytu śląskiego, słowiańska ludność wiejska opowiedziała się za Polakami, kierując się fascynacją zbuntowanymi duszami polskimi (pięknie widać to u Oskara Klaussmanna w "Górny Śląsk przed 50 laty", gdzie autor opisuje własne wspomnienia na temat emocji ludności Szopienicko-Mysłowickiej wobec powstania styczniowego*). Spór czy Ślązakom było lepiej za Niemca czy za Polaka należy więc według mnie argumentować wyłącznie praktycznie, nie mieszając w to pochodzenie, które nota bene nie ma tu nic do rzeczy.
Jakby przysiąść do literatury i źródeł zapewne dowodów na tezę iż najdawniejsi Ślązacy byli z pochodzenia Słowianami przemieszanymi przez kilkaset lat z ludźmi o pochodzeniu germańskim, można znaleźć sporo - ja polegałam tutaj wyłącznie na pamięci i wiedzy, która skądinąd jest uboga.
Ślązakiem według mnie może się czuć każdy, kto z ziemią Śląska odczuwa związek, czy to poprzez rzeczywiste pochodzenie, czy przez zamieszkiwanie jej.

Przekląć należy tego, kto uniemożliwił wstawianie przypisów do wpisów, co uniemożliwiło a wręcz zniechęciło mnie do sięgania do literatury przedmiotowej. 




środa, 23 stycznia 2013

Kazimierz Popiołek- dobry czy zły?



Od dłuższego czasu kusiło mnie by napisać coś o Kazimierzu Popiołku. Poznaliśmy się w dość nietypowych okolicznościach zestawiając je ze standardowym schematem poznawania tego człowieka. Jak powinnam była go poznać? Powinno się zacząć od tego, że w moje ręce trafia "Historia Śląska" Kazimierza Popiołka, czytam, zachwycam się, dowiaduję się, że napisał sporo fantastycznych dzieł poświęconych Śląsku, że wielka aula na WNSie nosi jego imię i nazwisko. Och i ach! Zaczęło się jednakże od tego, że kupiłam broszurkę skuszona paskudnym komunistycznym tytułem "Plany zaborcze kapitalistów Śląskich", nieco szyderczo, a nieco zniesmaczona, by pochwalić się swym znaleziskiem znajomym, którzy również interesują się tematem. Ulubiona oficyna wydawnicza zajmująca się na co dzień jedną z najobrzydliwszych form robienia ludziom wody z mózgu na modłę komunistyczną-> wydawania niby fachowych dzieł z których treść wylewa się czerwonym strumieniem: Instytut Śląski w Opolu. Jeśli ktoś kiedyś widział ten budynek z bliska wie, że został wybudowany w swym miejscu tylko i wyłącznie po to, aby zasłaniać prawie w całości wieżę piastowską. Wracając do broszurki, pisałam o niej już kiedyś, wypisałam nieco "smaczków". Idea jaka jej przyświeca to udowodnić szkodliwą wartość dla Śląska udziału w jego rozwoju przemysłowców o niemieckich nazwiskach. Oni wzbogacili nasz region przecież tylko po to, aby wyzyskiwać biednych pracowników przybywających na Śląsk z Polski oraz Rosjan (równie biednych i pokrzywdzonych). Kazimierz Popiołek pokusił się również o uwiarygodnienie własnej tezy publikując listy Niemców, z których jasno przecież wynika: "Śląska wam się zachciewa? Śląsk to stara prowincja niemiecka. Mam w dupie ten cały Śląsk" parafrazując Piłsudskiego. Łatwo mu było wciskać ludziom te farmazony, ludziom którzy po drugiej wojnie światowej dobrze wiedzieli jednoznacznie kto jest dobry a kto zły. Z ciekawości zajrzałam również do "Historii Śląska" Popiołka, której nie potrafiłam już czytać inaczej niż widząc w opisywanych przez niego współczesnych dziejach Śląska jednej wielkiej komunistycznej propagandy. Smutne, że wielu ludzi, którzy twierdzą, że nie popierają komunistów w tej propagandzie brodzi wypowiadając się na tematy śląskie. Tak źle i tak niedobrze. Bo która wersja jest słuszna? Niemiecka czy Rosyjska? Ja powiadam, jako kobieta (a zatem osoba, kierująca się w dużej mierze sercem), że liczy się ludzka dobroć, bez względu na narodowość. Jeśli ludzie byli szykanowani za Niemca, neguję to, jeśli za Rosjanina również. Najważniejszy jest święty spokój, dobrze zatem, gdy ludzie mają szansę żyć w spokoju i uczciwie na siebie zarabiać nie będąc gnębionym z debilnych powodów typu "narodowość" (która nawet nie jest namacalna). Uczciwie.

 Zastanawia mnie fakt, czy pan Popiołek pisał takie straszne brednie bo uważał je za prawdę, czy dlatego, że mu kazano? Wie ktoś może?