środa, 14 września 2016
niedziela, 10 kwietnia 2016
"Sokół" na Górnym Śląsku
Niełatwo było obudzić ducha polskiego wśród Ślązaków, o czym przekonali się członkowie Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół". Przygotowałam na ten temat krótki filmik składający się z dwóch części - pierwsza poświęcona faktografii a druga przedstawiająca przykład próby oddziaływania i propagowania idei sokolej.
Życzę miłego oglądania!
Życzę miłego oglądania!
piątek, 11 grudnia 2015
Fotografia podczas I wojny światowej
Ostatnio odkryłam bardzo interesującego bloga o historii. Pierwszy artykuł poświęcony fotografii poczas I wojny światowej jest w mojej opinii szalenie interesujący. Nie wiele wiadomo na temat kulisów powstawania fotografii na froncie w czasach, kiedy aparat kompaktowy Leica był dostępny tylko dla uprzywilejowanych. Sądzę, że autor chyba zbyt mało miejsca poświęca technice fotograficznej, bez której nie da się gruntownie omówić zagadnienia artykułu. Przydałby się wstęp ze wprowadzeniem do dziejów tej niesamowitej sztuki "uwieczniania rzeczywistości".
Poniżej ów artykuł:
https://historycznybanita.wordpress.com/
Polecam uwadze i komentarzom!
Z przekory i dla refleksji publikuję fotografię z okresu wojny krymskiej.
Poniżej ów artykuł:
https://historycznybanita.wordpress.com/
Polecam uwadze i komentarzom!
Z przekory i dla refleksji publikuję fotografię z okresu wojny krymskiej.
środa, 2 grudnia 2015
Szyldy poniemieckie cz.2
Kto czyta mojego bloga od początku ten wie, że miałam okres żywego zainteresowania poniemieckimi szyldami lokali usługowych, które gdzieniegdzie ostały się na kamienicach. Zaczęło się od kamienicy przy ul. Mariackiej 19 (szyld ten został zamalowany!). Wtedy to napisałam (a było to 3-4 lata temu) artykuł do Nowej Gazety Śląskiej. Z tego artykułu wybrałam fragment, który publikuję poniżej:
Prawie w każdym mieście gdzie znajdowała się
siedziba Wehrmachtu, Gestapo itp. można znaleźć pozostałości po namalowanych
sfastykach. Oprócz nich, pojawiają się
również drobne reklamy oparte na chwytliwych hasłach, czy wizerunki
produktów.
SZYLDY
W dużej mierze są to nazwy sklepów, nazwiska ich właścicieli,
fachowców. Na Mariackiej 19 zamalowano ostatnio szyld "...IPPA
KLEMPNER" ("Klempner" to po niemiecku hydraulik), w Bytomiu przy
ul. Powstańców Warszawskich możemy zobaczyć "zum Vulkanisier..."
czyli wulkanizacje, a w Bielsku-Białej przy ul. Schodowej odpadający tynk
odsłonił napis "Raseur" czyli fryzjer. Można zobaczyć także
nazistowskie hasła z czasów II wojny światowej, przez które niestety także
dawniejsze napisy niemieckie budzą przykre skojarzenia - znaleziono je np. niedawno
w Zespole Szkół Urszulańskich w Rybniku.
Na rogu
ulic Kilińskiego oraz Żwirki i Wigury w Katowicach zobaczyć można słowa
"Schocolade", "Kakao" i "Kafee"- pozostałość po
sklepie z popularnymi dzisiaj produktami spożywczymi, można podejrzewać, że
sklep ten specjalizował się w tych kolonialnych frykasach. Z pozostałości po
reszcie inskrypcji nie da się wyczytać niczego na wzór "Brot", czy
"Milsch", co mogłoby wskazywać na ogólnospożywczość tego miejsca.
Mógł być to więc sklep, w którym znaleźlibyśmy różne rodzaje czekolad, aromatyzowanych
kaw i porządne kakao.
Przy
ulicy Przelotnej w Bytomiu znajdziemy m.in "Gutter käse" (czyli dobry
ser), a na Katowickiej "Möbel" (meble).
Szukając informacji na temat miejsc, w których
się znajdują możemy poznać nieznaną przeszłość zwyczajnych Ślązaków - gdzie
naprawiali buty? Co się jadło? Gdzie zaopatrywano w meble? Czasem to co
najzwyklejsze kryje sporo magii. Jesteśmy przecież potomkami ludzi, którzy
co dzień kupowali w tych sklepach, bez względu na to czy czuli się Polakami,
Niemcami, Żydami, czy po prostu Ślązakami, choć napisy były po niemiecku. Śląsk
przedwojenny był wielonarodowy i ślady na murach pozostałe gdzieniegdzie są jak
stara zapomniana fotografia - zachowują obraz regionu gdzie obok siebie żyło wiele nacji. Szyldy i reklamy przekazują proste treści życia
tamtych ludzi, wzruszają i skłaniają do refleksji. Zostało ich niewiele, ale
ich obraz przywodzi na myśl pytanie, co zostanie po nas? co powiedzą
przyszłości o nas napisy na murach, szyldy, reklamy?
Serce nie sługa! - Dramatyczna miłość w Mysłowicach
Nie ma już zbytnio sensu rozważać jak rzadko zaglądam na swojego bloga. Niemniej jednak "odkopałam" kilka artykułów sprzed wielu laty napisanych do Nowej Gazety Śląskiej. Przepraszam za brak przypisów, miały one przecież charakter popularnonaukowy w związku z czym nie czułam się wówczas zobowiązana do lepszego opisania źródeł swej wiedzy. Poniższy tekst publikuję dla moich czytelników jako ciekawostkę. Faktem jest, że Luiza von Larisch zajmowała mnie parę dobrych lat temu.
Serce nie sługa!
–
Przekonała się o tym śląska baronesa Luiza von
Larisch wychodząc z miłości za budzącego w swoich czasach kontrowersje Jana
Nepomucena Sułkowskiego.
Luiza pochodziła z rodziny Larisch-Männich o posiadłościach w
Osieku, Brzezince i na Słupnej. Była córką Karola i Alojzy ze Zborowskich-
ojciec był ważnym magnatem przemysłowym, posiadał kopalnie i handlował
ziemiami, uważał się za Niemca, chociaż był również polskojęzyczny. Baronesa
miała przyjemność być córką osoby, na której cześć jedną z dzielnic Mysłowic
nazwano „Laryszem” (ściślej w związku z nieistniejącą kopalnią rodzinną, która
położona była na tamtych terenach). Od urodzenia otaczała się wybitnymi i
bogatymi postaciami, w jej domu obowiązywała również ścisła etykieta dworska.
Jako, że była bardzo majętna przyciągnęła do siebie charyzmatycznego polskiego
księcia Jana Nepomucena Sułkowskiego. On jednak okazał się awanturnikiem
posiadającym niezdrowe tendencje sadystyczne. Anton Oskar Klaussmann, żyjący
nieco później wspominał: „Przez swoich inspektorów kazał ogłaszać w okolicznych
wioskach, w które dni ich mieszkańcy mają się zgłosić, by ich wychłostać. Gdy
„zaproszeni” poddani już się zebrali koło zamku, książę bił ich tak długo, jak
długo ręka mu nie opadła”.
Mąż Luizy utrzymywał konfikt zarówno z władzami Austro-Węgier
jak i Prus. Zorganizował powstanie przeciw Prusakom w okresie wzmożonej
aktywności Napoleona w Europie (pomimo, że jego żona niewątpliwie należała do
pruskiej szlachty), jednak zostało stłumione przez oddział pod wodzą
Witowskiego. Z kolei za swoje „fatalne sprawowanie”, a ściślej pod zarzutem
zdrady stanu został w Austrii aresztowany i dokonał żywota w twierdzy
Theresienstadt. Możemy sobie wyobrazić komfort małżeństwa z tym buntownikiem.
Luiza nie mogła jednak żywić się miłością synów, gdyż obaj przypominali swego
ojca. Nazywali się Ludwik i Maksymilian. Z powodu nieporozumień pomiędzy
braćmi, jeden z nich, Ludwik postanowił wyjechać na stałe do Ameryki. W ślad za
nim podążył Max, lecz szybko powrócił do matki. Towarzyszyła mu piękna Kreolka,
z którą się tam ożenił. Gdy jednak ta znudziła mu się, zastąpił ją jak pisał
Klaußmann „nędzną ladacznicą” Struziną. W tym czasi okrutnie znęcał się nad
biedną matką Luizą oraz swoją żoną. Był uzależniony od alkoholu i hazardu. Gdy
Struzina również przestała go interesować pewnego dnia znaleziono ją
zastrzeloną w jej pokoju. Przepijał i przegrywał w karty stopniowo rodzinny
majątek. Zrozpaczona matka próbowała ratować resztki dobytku i jak można się
łatwo domyślić skończyła jak nałożnica niewdzięcznego Maksymiliana. Podobno
osuwając się na podłogę wypowiedziała jeszcze: „To uczynił mi mój syn Max”.
Przed sądem stanęli i osądzeni zostali kolejna kochanka księcia, jej szwagier i
leśniczy. Młody książę uciekł i zginął w walkach rewolucyjnych w Wiedniu 1848r.
Zamek Sułkowskich nie przetrwał do dnia dzisiejszego,
tragiczna historia Luizy von Larisch to tylko smutne wspomnienie, którego
świadków należy szukać już tylko głęboko pod ziemią.
Nasuwają się jednakże wnioski dotyczące nieszczęsnej
baronesy- była ona ofiarą przemocy i czasów, w których to o małżeńskich
niepowodzeniach chętnie plotkowano, ale niewiele można w ich kwestii zdziałać.
Luiza była bardzo dumna i zacietrzewiona we własnym postanowieniu
konsekwentnego trwania w zawartym związku. Żona skłóconego z władzą
Sułkowskiego musiała nosić brzemię swego rodzają pariasa, gdyż wizerunek męża
opozycjonisty wpływał na powszechną opinię dotyczącą całej rodziny i budził
niechęć w wyższych sferach obu graniczących państw. Dla kobiety o tej pozycji
musiał to być ogromy cios ale i poświęcenie.
sobota, 23 maja 2015
Meine Oma fährt Motorrad
Dzisiaj nieco autobiograficznie.
Byłam dzisiaj na obiedzie u babci i dziadka. Dziadek opowiadał o swoim tegorocznym spotkaniu 63 lata po maturze, który odbył się w tym miesiącu w Cieszynie. Wspominał swego szkolnego kolegę, który wybitnie władał językiem niemieckim, był osobą o niezwykłym wprost poczuciu humoru i łącząc te dwie cechy śpiewał różne zabawne piosenki, oczywiście po niemiecku. Wśród nich znalazła się poniższa, którą mój dziadek uznawał za unikat i autorstwo przypisywał właśnie temu koledze - zaśpiewał mi ją, a ja postanowiłam sprawdzić, czy nie jest to jakiś stary utwór. Na szczęście mój dziadek dość dobrze zapamiętał tekst, dzięki czemu z łatwością odnalazłam go w google.
Taką oto pieśń śpiewał ów młodzieniaszek z Cieszyna. Cudowny, komiczny przedwojenny utwór! Od rana nucę go :)
Pozdrawiam wszystkich czytelników z Niemiec!
Byłam dzisiaj na obiedzie u babci i dziadka. Dziadek opowiadał o swoim tegorocznym spotkaniu 63 lata po maturze, który odbył się w tym miesiącu w Cieszynie. Wspominał swego szkolnego kolegę, który wybitnie władał językiem niemieckim, był osobą o niezwykłym wprost poczuciu humoru i łącząc te dwie cechy śpiewał różne zabawne piosenki, oczywiście po niemiecku. Wśród nich znalazła się poniższa, którą mój dziadek uznawał za unikat i autorstwo przypisywał właśnie temu koledze - zaśpiewał mi ją, a ja postanowiłam sprawdzić, czy nie jest to jakiś stary utwór. Na szczęście mój dziadek dość dobrze zapamiętał tekst, dzięki czemu z łatwością odnalazłam go w google.
Taką oto pieśń śpiewał ów młodzieniaszek z Cieszyna. Cudowny, komiczny przedwojenny utwór! Od rana nucę go :)
Pozdrawiam wszystkich czytelników z Niemiec!
poniedziałek, 11 maja 2015
Katowice - etymologia nazwy
Moi drodzy, odkopałam w czeluściach komputera taki oto tekst.
Pierwszy raz "Katowice" pojawiają się w protokole z wizytacji parafii bogucickiej w 1598r. przygotowanym na polecenie biskupa krakowskiego. Niemal do końca wieku XVII nazwa ta występowała zamiennie z "Kuźnicą Bogucką". Historyk języka Witold Taszycki, wysunął hipotezę dotyczącą etymologii nazwy Katowice w oparciu o bardzo częste doświadczenia w kreowaniu nazw wsi. Stwierdził, że prawdopodobnie pochodzi ona od przezwiska pierwszego osadnika, w tym przypadku według Taszyckiego był to człowiek zwany "Katem". Jedynym mankamentem może byc fakt, w mojej opinii istotny, że postać ta nie jest udokumentowana, ale przede wszystkim, że pamięć po niej nie zachowała się w przekazie ustnym. Sądzę, że gdyby istniał ktoś taki, z całą pewnością zostawiłby po sobie potomków noszących to miano, bądź jakiś ślad w nazewnictwie topograficznym - np. katowski las, katowe wzgórze lub katowisko. Miejsc takich jednak nie odnotowano.
Oczywiste skojarzenie
Źródła, które wymieniają najwcześniejszych zagrodników wsi Katowice niestety nie zawierają wzmianek o żadnej tego typu osobie. W dużej mierze, do momentu uzyskania praw miejskich nazwiska zagrodników pokrywały się z tymi dawnymi, ale oczywiście pojawiły się też nowe. co ciekawe, właśnie w czasach uzyskania przez Katowice praw miejskich nie znano etymologii ich nazwy, a jeden z założycieli tego miasta Richard Holtze, w roku 1871 tak powiedział: "Trudno ustalić, skąd się wzięła jej nazwa [wsi Katowice], która może pochodzić od kata, katować, karać śmiercią przez stryczek. Jeśli miałaby oznaczać miejsce straceń, to tylko z głupoty i lenistwa, aby Katowice zawsze musiały bronic honoru inteligentnej i pracowitej miejscowości". - Jak widać już wtedy nazwa ta budziła oczywiste skojarzenie.
Po wojnie krążyły pogłoski, że w starej, opuszczonej willi znajdującej się do początku lat 70 XX wieku, tuż obok hotelu "Katowice" mieszkał legendarny katowicki kat. W rzeczywistości była to posiadłość właścicieli Katowic, rodziny Thiele-Winckler. Jako, że w czasach PRL-u nie mogło byc mowy o pruskich korzeniach miasta, wykreowano mit, jakoby bogaty kat władał Katowicami. Z niewyjaśnionych przyczyn władze pamiątkę po tym kacie postanowiły usunąć na polecenie Zdzisława Grudnia, ówczesnego pierwszego sekretarza KW PZPR w Katowicach.
Nazwa Katowice ciągle jest niewyjaśnioną i może zawsze taką pozostanie. No chyba, że pojawią się jakieś nowe źródła...
![]() |
| Z mojej wyprawy do AP Katowice wiele lat temu |
Oczywiste skojarzenie
Źródła, które wymieniają najwcześniejszych zagrodników wsi Katowice niestety nie zawierają wzmianek o żadnej tego typu osobie. W dużej mierze, do momentu uzyskania praw miejskich nazwiska zagrodników pokrywały się z tymi dawnymi, ale oczywiście pojawiły się też nowe. co ciekawe, właśnie w czasach uzyskania przez Katowice praw miejskich nie znano etymologii ich nazwy, a jeden z założycieli tego miasta Richard Holtze, w roku 1871 tak powiedział: "Trudno ustalić, skąd się wzięła jej nazwa [wsi Katowice], która może pochodzić od kata, katować, karać śmiercią przez stryczek. Jeśli miałaby oznaczać miejsce straceń, to tylko z głupoty i lenistwa, aby Katowice zawsze musiały bronic honoru inteligentnej i pracowitej miejscowości". - Jak widać już wtedy nazwa ta budziła oczywiste skojarzenie.
Po wojnie krążyły pogłoski, że w starej, opuszczonej willi znajdującej się do początku lat 70 XX wieku, tuż obok hotelu "Katowice" mieszkał legendarny katowicki kat. W rzeczywistości była to posiadłość właścicieli Katowic, rodziny Thiele-Winckler. Jako, że w czasach PRL-u nie mogło byc mowy o pruskich korzeniach miasta, wykreowano mit, jakoby bogaty kat władał Katowicami. Z niewyjaśnionych przyczyn władze pamiątkę po tym kacie postanowiły usunąć na polecenie Zdzisława Grudnia, ówczesnego pierwszego sekretarza KW PZPR w Katowicach.
Nazwa Katowice ciągle jest niewyjaśnioną i może zawsze taką pozostanie. No chyba, że pojawią się jakieś nowe źródła...
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Kostuchna i genealogia
Na samym początku istnienia tego bloga napisałam, że posiadam kroniki i skoroszyty Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" w Kostuchnie.
Dla zainteresowanych poszukiwaniem przodków mogę udostępnić imiona i nazwiska jakie pojawiają się w deklaracjach członkowskich a dalej informacje na temat poszczególnych osób na potrzeby genealogiczne.
Kroniki są interesujące z punktu widzenia językoznawczego, są bowiem pisane dość nieudolnie w języku polskim z dużą ilością śląskich wtrąceń.
W samych aktach towarzystwa pojawiają się zarówno mieszkańcy samej Kostuchny, ale także Tychów.
Dla zainteresowanych poszukiwaniem przodków mogę udostępnić imiona i nazwiska jakie pojawiają się w deklaracjach członkowskich a dalej informacje na temat poszczególnych osób na potrzeby genealogiczne.
Kroniki są interesujące z punktu widzenia językoznawczego, są bowiem pisane dość nieudolnie w języku polskim z dużą ilością śląskich wtrąceń.
W samych aktach towarzystwa pojawiają się zarówno mieszkańcy samej Kostuchny, ale także Tychów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




