sobota, 30 kwietnia 2011
Tarcza herbowa= ładna ozdoba
piątek, 29 kwietnia 2011
Ślusarz i nowy Stammbuch

Kupiłam nowy Stammbuch. Rodzina Kempa z Bismarckhutte, czyli dzisiejszego Chorzowa Batorego. Może pomoże on komuś kto poszukuje tej rodziny, chętnie udostępnię zawarte w nim informacje zainteresowanym.
czwartek, 28 kwietnia 2011
Stare reklamy
Rocznik "Kobiety w świecie i w domu" to prawdziwe źródełko perełek.
Z okazji jutrzejszych zaślubin księcia Williama i Kate
Znalezisko z czasopisma "Kobieta w świecie i w domu" z 1938. O Elżbiecie, 12- letniej królej.
Czy mała Elżbieta zasiądzie na tronie swych ojców? Czy wsławi się może jako druga tego imienia królowa? Jest ona najbliższą spadkobierczynią godności i ciężarów, jakie spadły na barki jej ojca Jerzego VI po pamiętnej abdykacji obecnego księcia Windsoru,niekorowanego Edwarda VIII. Urodzona w r. 1926, Elżbietka, zwana pieszczotliwie Lilibeth jest typowym anglosaskim dzieciakiem bez wielkiej urody, ale ze sporą dozą wdzięku. Usposobienie jej zdradza cechy odziedziczone po różnych przodkach.
Powagę i zimną krew skandynawów łączy z normańskim esprit. Bo też w żyłach jej płynie niezwykła mieszanina różnych narodowości i szczepów.
Dorastająca dwunastoletnia Elżbietka rozwija się szybko i normalnie. Zadanie wychowania przyszłej następczyni tronu nie należy do łatwych, tymbardziej, że rodzice pragnęliby, aby obydwie ich córeczki prowadziły nieskrępowany, wolny żywot dzieci szczęśliwych. Z drugiej strony trudno jest utrzymać w ryzach i poskramiać samowolę i chęć wyróżnienia dziewczątka, które z chwilą gdy zaczęło uświadamiać sobie wszystko, zrozumiało, że jest osobą ważną i że rola jej w życiu będzie zupełnie niepowszednia.
Gdy obecna para królewska prowadziła beztroskie życie zamożnych Anglików, spędzając czasm czy to w domu na Piccadly, czy w letnich siedzibach królewskich Sandrigham i Royal Lodge Windsor zadanie było łatwiejsze. Ale teraz w olbrzymimpałacu Buckingham , w którym podczas uroczystości dworskich obowiązuje ceremoniał i przepych iście średniowieczny, trudno jest dać dzieciom takie warunki, któreby pozwoliły im zachować niezależność od świata zewnętrznego.
Na szczęście przy boku miękkiej, łagodnej i szczęścia dla swych dzieci pragnącej, młodej królowej stoi wdowa po Jerzym V królowa Maria. Energiczna, znająca na wylot wszystkie przepisy etykiety dworskiej, pewna siebie i arbitralna z jednej strony, wtajemnicza wnuczkę we wszystko, co związane jest z jej przyszłymi obowiązkami, a jednocześnie ukróca swawolę i przedwczesną żądzę popularności. Lilibeth bowiem lubi być oklaskiwaną, owacyjnie witaną i często napiera się o wycieczki do kina, teatru, do parku lub do kościoła, bo liczy, że tam zwróci na siebie uwagę tłumu i posłyszy tak często powtarzane uczuciowe "God bless you" (niech cię Bóg błogosławi). Gdy więc zbyt wyraźnie manifestuje swoje upodobania lub natarczywie domaga się ich zaspokojenia, sroga babcia interweniuje i niesforna wnuczka musi - najdotkliwsza kara - jak małe dziecko już o szóstej wieczorem pomaszerować do łóżka.
Drugim autorytetem jest Ala, nurse Knight, niegdyś niania królowej Elżbiety, dziś opiekunka obu jej córeczek. Ją to parę lat temu wezwał na pomoc oficer gwardii pałacowej, któremu Elżbietka sprawiała niemało kłopotu. Przekonawszy się, że warta za każdym razem oddaje jej honory, mała księżniczka przebiegała tam i z powrotem obok budki szyldwacha, zmuszając biednego żołnierza do ciągłego prezentowania broni.
Widywałam małe księżniczki podczas obchodu koronacyjnego, w całym tym niebywałym filmie historycznym, te dwie dziewczynki w aksamitnych fioletowych płaszczach i w złotych koronach były szczegółem podkreślającym mocno pierwiastek fantastyczny, czarodziejskiej bajki. A z tymi płaszczami był kłopot. Pierwotnie tylko następczyni tronu miała nosić szatę koronacyjną. Lecz ulubienica ojca mała Margaret Rose rzuciwszy się na ziemię, tak wyrazistym szlochem dała wyraz wyrządzanej krzywdzie, że Jerzy VI machnął ręką i zawyrokował: -Sprawcie jej też taki płaszcz.
Pomimo tych chwilowych zazdrości stosunek wzajemny dzieci królewskich jest idealny. Tylko, że starsza siostra jest świadoma swej roli, a młodsza jest typowym dzieckiem. Np. podczas koronacji Elżbieta z powagą pogrążyła się w czytaniu ceremoniału koronacyjnego, jaki doręczano każdemu z uczestników, podczas gdy Margaret kręciła się bezustannie na krześle, szeptała ciotce Mary jakieś tajemnice, dawała znaki znajomym i wychylała się z loży, by lepiej ujrzeć rodziców. Widziałam je również ubiegłego lata przed kościołem w Windsor. Tłum tak się do nich garnął, że musiały uciec do pobliskiego parku zamkowego. Samą Lilibeth ujrzałam także podczas rewii morskiej w Portsmouth. Z gołą głową, z rozwianymi lokami trwała obok ojca na mostku kapitańskim jachtu "Victoria and Albert". Widać było, że śledzi wszystko z zajęciem i nachyla się z pytaniami do króla.
W Londynie podczas koronacji wyświetlany był film, ilustrujący życie rodzinne Jerzego VI w chwilach, gdy wolny od trosk pędzi życie ziemianina w Royal Lodge Windsor. Zabawy na łąkach, gonitwy z psami, jazda na koniu, na tle kwietników, skupisk drzew i krzewów - oto treść tego przemiłego filmu. W parku Royal Lodge stoi także domek kryty strzechą, dar ludności walizyjskiej, w którym księżniczki bawią się w gospodynie i osoby dorosłe. Popełniają czasem wybryki, a fama głosi, że wszystkich psot nauczył ich stryjaszek, który jako książę Walii i król w siostrzyczkach chciał budzić bunt przeciwko rygorowi. Ulubioną jest zabawa w duchy z Glamis Castle, rodowego zamczyska królowej w Szkocji.
Dzień księżniczek jest podzielony na godziny, jest czas na naukę, zabawę, wypoczynek i rozrywkę. Królowa, wielka amatorka Szekspira, już kilkakrotnie zabierała córki do popularnego teatru Old Vic, by im pokazać ulubioną swoją sztukę: "Sen nocy letniej".
Nauki księżniczek odbywają się pod nadzorem Miss Crawford. Oprócz zwykłych przedmiotów, uczą się języków, jazdy konnej i tańca. Przyszła królowa będzie musiała się porozumiewać z dyplomatami, a konno odbywać defilady wojsk. Zresztą już dzisiaj wykazuje zdolności w obu tych dziedzinach. Pierwszy jej pony był darem księcia Windsoru, który również udzielał jej lekcji pływania. Na rowerze jeździ Lilibeth doskonale i wbrew zakazom rządza na nim czasem karkołomne sztuki. "
To tylko fragment artykułu. Urocze, prawda?
Kobieta w świecie i w domu 1938
środa, 27 kwietnia 2011
Stammbuch
Stammbuch to coś cudownego!
Prowadzili takie zeszyty rodzinne nawet zupełnie prości ludzie tutaj u nas na Śląsku. Kupiłam sobie na razie dwa, ale będę ich wypatrywać. Mam więc rodzinę Weidler zamieszkałą Dąb (informacje z przełomu XIX i XX wieku z pięknymi lokalnymi pieczęciami kościelnymi) oraz Schultz z Berlina i dokumenty związane z panią z tej rodziny (ale to myślę mało kogo zainteresuje).
Jeśli ktoś szuka Weidlerów tutaj z Katowic do swojego drzewka to chętnie prześlę zdjęcia tego Stammbuchu.Taki Stammbuch to niewielki wydatek- od 10zł do 30zł. Dla antykwariuszy czy pasjonatów starych dokumentów byle rodzinka nie ma żadnego znaczenia. Dla genealoga owszem. A nóż komuś się niezwykle ułatwi sprawę w poszukiwaniach. Prawda jest taka, że dzisiaj przodków szukają nie tylko ludzie o szlacheckim pochodzeniu.
Czasem można kupić niewypełniony Stammbuch i wpisać w niego własną rodzinę. To może być ciekawy pomysł na prezent dla miłośników historii!
Towarzystwo Gimnastyczne Sokół w Kostuchnie 2
Posiadam kopie elektroniczne wszystkich stron zawierające wspomniane wcześniej protokoły Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" zainteresowanym prześlę, tego jest prawie 200 stron, nie ma sensu tutaj wszystkich wklejać. Posiadam również karty członkowskie i spis członków tegoż Towarzystwa obejmujących dwudziestolecie między wojenne. Cenne informacje ze względów genealogicznych. Figurują bowiem następujące informacje: imię, nazwisko, data urodzenia, zawód, odręczny podpis i informacja o tym, czy dana osoba była już w jakimś sokolim gnieździe co może wskazać na miejsce pochodzenia.
Towarzystwo Gimnastyczne Sokół w Kostuchnie
Na ślub
Kupiłam jakiś czas temu przepiękną przedwojennąkartkę z życzeniami z okazji ślubu. Jest niezwykle kunsztowna.
Inne stare fotografie
Jeszcze przed udostępnieniem stron protokołów z zebrań Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Kostuchnie przedstawię kolejne dwie fotografie, które niezmiernie mi się podobają.Jedna to pan w zadziwiającym kapeluszu pochodzenia austriackiego, a druga to portret ślązaczki wyglądającej conajmniej jak gwiazda kina niemego. Z tyłu wspaniała dedykacja: "Na miłą i wieczną pamiątkę Adeli od H. Friedlównej". Kim była ta pani? Szukałam jej gdzie tylko mogłam. Co smutne, pamiątka niestety nie była wieczna, bo zdjęcie zakupiłam w sklepie, co oznacza, że je ktoś sprzedał, albo z rodzinnych zbiorów, albo po jakiejś pani, która zmarła. Cóż... Pan w kapeluszu również owiany jest tajemnicą. Komik? Jak się komuś podoba, to drugie jego zdjęcie w kapeluszu, z tymże w całej okazałości jest chyba jeszcze do kupienia na Stawowej w Antykach (w Katowicach). Stało w ramce wśród staroci.
wtorek, 26 kwietnia 2011
Fotografia
